
Spoglądając w górę ze zdumieniem stwierdziłam, że
niesie mnie spadochron. Na nim zaś widniały wszelakie flagi państwowe. Jakby w całości był z nich skonstruowany. Flagi te
były różnorakich kształtów, a niektórych z nich nigdy nie
widziałam. Na jednej, którą dobrze zapamiętałam, widniały dwie
nachodzące na siebie obręcze, jak w logo igrzysk olimpijskich.
Powoli zbliżałam się do zielonej
powierzchni, okazało się, że jest to nic innego jak piękna świeża
trawa. W końcu upadłam na nią delikatnie okazała się mięciutka
jak mój materac, na którym sypiam. Wręcz można było po niej
skakać swobodnie odbijając się do góry po chwili z miękkiego
materaca stała się niemal trampoliną która niosła mnie w górę raz po raz. Tak bezwiednie skacząc, zaczęłam się rozglądać wokół.
Okazało się, że nie jestem tutaj sama. Wokół krążyło wiele
osób. Poubierani byli w najróżniejsze formalne stroje zawodowe. Kolejni byli ubrani bardzo kolorowo, jak klauny. Inni zaś posiadali
bliżej niezidentyfikowane stroje, coś jak postacie z gier
komputerowych. W tym świeci rzeczywistość mieszała się z fikcją.
Przestałam w końcu skakać i zaczęłam
przechadzać się po uginającym się przy każdym kroku podłożu. Mijając postacie
widziałam jak ruszają one ustami, mimo to nie słyszałam, żadnego
głosu, wokół panowała tylko głęboka głucha cisza... CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz